|
Przyjaciele WUJKA
Przemówienia Jana Pawła II – przeznaczone do I etapu
Szkolnego Konkursu Wiedzy o Janie Pawle II
Gdańsk, 12 czerwca 1987
Homilia w czasie liturgii słowa skierowana do
młodzieży zgromadzonej na Westerplatte
1. Wam, którzy jesteście dziś
zgromadzeni tu, na Westerplatte, wam, młode pokolenie ludzi
polskiego morza i Pomorza, i wam, młodym na całej ojczystej ziemi,
przekazuję pozdrowienie Chrystusowego Kościoła i pocałunek pokoju.
Przekazuję to pozdrowienie
w imieniu wszystkich waszych rówieśnic i rówieśników z różnych
krajów i kontynentów, które dane mi jest odwiedzać, spełniając
posługę Piotrową, związaną w Kościele z rzymską stolicą biskupią.
W szczególności pozdrowienie
młodzieży zgromadzonej w tegoroczną Niedzielę Palmową w Buenos Aires
— zgromadzonej, ażeby świętować Dzień Młodzieży wraz z Chrystusem
ukrzyżowanym i zmartwychwstałym.
Ten „Dzień” to owoc wielu
pielgrzymek, które właśnie w Niedzielę Palmową zwykły spotykać się
z papieżem na placu św. Piotra w Rzymie. W szczególności zaś owoc
naszego uczestnictwa w Roku Młodzieży ogłoszonym przez Organizację
Narodów Zjednoczonych w roku 1985.
Dzisiaj spotykamy się tutaj,
w waszej młodzieżowej wspólnocie z Gdańska, Gdyni, Sopotu —
z Trójmiasta i Pomorza, w której uczestniczą również przedstawiciele
młodzieży z całej Polski, zwłaszcza ze środowisk akademickich;
spotykamy się w poczuciu jedności z wszystkimi na świecie młodymi,
którzy idą ku przyszłości — i ku tej przyszłości szukają dróg wśród
obaw, ale i także wśród nadziei — jak o tym mówi soborowa
Konstytucja o Kościele w świecie współczesnym.
Wszyscy pragną świata bardziej
ludzkiego, w którym każdy mógłby znaleźć miejsce odpowiadające jego
powołaniu. W którym każdy mógłby być podmiotem swego losu,
a równocześnie współuczestnikiem wspólnej podmiotowości wszystkich
członków swego społeczeństwa. Współtwórcą domu przyszłości,
który wszyscy razem muszą budować, świadomi swych obowiązków, ale
także swoich niezbywalnych ludzkich praw.
2. W ciągu światowego Roku
Młodzieży pochyliliśmy się wspólnie z młodymi całego Kościoła nad
tym właśnie tekstem Ewangelii, który dziś został tutaj odczytany.
List do młodych, który w tymże samym roku skierowałem do wszystkich
— oczywiście, także do młodzieży polskiej — był właściwie obszerną
analizą spotkania i rozmowy Chrystusa z młodzieńcem.
I dzisiaj również do tego listu
się odwołuję. Równocześnie zaś, biorąc pod uwagę szczególne
okoliczności naszego spotkania na Westerplatte, podejmuję — wspólnie
z wami — raz jeszcze analizę tego ewangelicznego spotkania i tej
rozmowy.
Młody człowiek pyta Chrystusa:
„Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 10, 17).
W odpowiedzi Ten, którego młodzieniec nazwał „nauczycielem dobrym”
(por. tamże), wskazuje mu na przykazania Boże. „Znasz przykazania:
nie zabijaj,
nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czyli bądź
prawdomówny, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę” (Mk 10, 19).
Przykazania Boże. Dekalog.
Znamy je dobrze. Umiemy na pamięć — i często powtarzamy. Przemawiają
one do każdego człowieka bezpośrednią oczywistością prawdy w nich
zawartej. Przykazania te nadał Bóg ludowi Starego Przymierza za
pośrednictwem Mojżesza, ale równocześnie nawet i bez tego nadania są
one wypisane
„w sercu” człowieka. Nadanie tych przykazań ze strony Boga jest
poniekąd potwierdzeniem ich obecności w świadomości moralnej
człowieka. Zarazem wzmocnieniem mocy ich zobowiązywania w sumieniu
każdego.
3. W ten sposób znajdujemy się
w samym centrum sprawy, której na imię: człowiek. Człowiek: każdy
i każda z was. Człowiek jest sobą poprzez wewnętrzną prawdę. Jest to
prawda sumienia, odbita w czynach. W tej prawdzie każdy człowiek
jest zadany samemu sobie. Każde z tych przykazań, które wymienia
z przekonaniem młody rozmówca Chrystusa, każda zasada moralności,
jest szczególnym punktem, od którego rozchodzą się drogi ludzkiego
postępowania, a przede wszystkim drogi sumień. Człowiek idzie za
prawdą tutaj wyrażoną, którą równocześnie dyktuje mu sumienie, albo
też postępuje wbrew tej prawdzie. W tym miejscu zaczyna się istotny
dramat, tak dawny jak człowiek. W punkcie, który ukazuje Boże
przykazanie, człowiek wybiera pomiędzy dobrem a złem. W pierwszym
wypadku — rośnie jako człowiek, staje się bardziej tym, kim ma być.
W drugim wypadku — człowiek się degraduje. Grzech pomniejsza
człowieka.
Czy tak nie jest? Rozejrzyjcie
się wokoło! Popatrzcie po środowiskach bliższych i dalszych! Czy tak
nie jest?
4. Mówi się słusznie o prawach
człowieka. Podkreśla się, zwłaszcza w naszej epoce, znaczenie tych
praw. Nie można jednakże zapomnieć, że prawa człowieka są po to,
ażeby każdy miał przestrzeń potrzebną do spełniania swoich zadań
i powinności. Ażeby w ten sposób mógł się rozwijać. Mógł stawać się
bardziej człowiekiem.
Prawa człowieka muszą być
podstawą tej moralnej mocy, którą człowiek osiąga przez wierność
prawdzie i powinności. Przez wierność prawemu sumieniu. Owszem,
przez wierność Bożym przykazaniom, tak jak o tym mowa w rozmowie
Chrystusa z młodzieńcem.
Chodzi bowiem o wartości trwałe
i niezmienne. Młodzieniec ewangeliczny jest świadom tego, że
zachowanie przykazań Bożych jest drogą do „życia wiecznego”. Tak.
Człowiek żyje w tej perspektywie. I ta perspektywa: życia wiecznego,
spotkania z Bogiem, który jest moim Stwórcą, Ojcem i Sędzią —
stanowi źródło moralnej mocy człowieka.
Czego mogę życzyć wam, młodym
na ziemi ojczystej, którzy wzrastacie w trudnych nieraz warunkach
materialnych, czasem wręcz z jakimś poczuciem beznadziei? Czego mogę
wam życzyć?
Myślę, że w tym punkcie
z pewnością się nie mylimy, odczytując tekst ewangeliczny. Ta
perspektywa, którą ugruntowują w nas słowa Chrystusa, jest dla
człowieka, od młodości, źródłem moralnej mocy. Chłopiec, dziewczyna,
którzy nauczą się obcować z Bogiem na gruncie wewnętrznej prawdy
swego sumienia, są mocni. Mogą stawić czoło przeróżnym sytuacjom,
nawet bardzo trudnym.
5. Zagrożeniem jest klimat
relatywizmu. Zagrożeniem jest rozchwianie zasad i prawd, na których
buduje się godność i rozwój człowieka. Zagrożeniem jest sączenie
opinii i poglądów, które temu rozchwianiu służą.
Aktualne są tu słowa kardynała
Newmana, że potrzeba „ludzi, którzy znają swoją religię i którzy ją
zgłębiają; którzy dokładnie wiedzą, jaka jest ich pozycja; którzy są
świadomi tego, w co wierzą, a w co nie; którzy tak dobrze znają
swoje Credo, że potrafią z niego zdać sprawę; którzy do tego
stopnia poznali historię, że umieją jej bronić” (John Henry Newman,
On Consulting the Faithful in Matters of Doctrine).
Młodzieniec z Ewangelii miał
bardzo jasny pogląd na zasady, wedle których winno się budować
ludzkie życie. A jednak i on w pewnym momencie nie zdołał
przekroczyć progu swoich uwarunkowań. Kiedy Chrystus, zwracając się
do niego z miłością, powiedział: „pójdź za Mną” (por. Mk 10, 21) —
nie poszedł. Nie poszedł, ponieważ „miał majętności wiele” (por. Mk
10, 22). Pragnienie, aby zachować to wszystko, co miał,
przeszkodziło mu. Pragnienie, ażeby „mieć”, ażeby „więcej mieć”,
przeszkodziło mu w tym, aby „bardziej być”.
Droga bowiem, jaką wskazywał
Chrystus, do tego prowadziła: ażeby „bardziej być”! Zawsze do tego
prowadzą wskazania Ewangelii.
W każdym bez wyjątku zawodzie
czy powołaniu — wezwanie Chrystusa do tego prowadzi.
Wasze powołania i zawody są
różne. Musicie dobrze rozważyć, w jakim stosunku — na każdej z tych
dróg — pozostaje „bardziej być” do „więcej mieć”. Ale nigdy samo
„więcej mieć” nie może zwyciężyć. Bo wtedy człowiek może przegrać
rzecz najcenniejszą: swoje człowieczeństwo, swoje sumienie, swoją
godność.
To wszystko, co stanowi też perspektywę „życia wiecznego”.
„Życie wieczne” — to królestwo
Boże. Przykazania Boże do niego stanowią drogę. Ale... czyż nie jest
prawdą, że zależy od nich równocześnie to, co tu na ziemi można
nazwać „królestwem człowieka”? Czyż może być życie na jakimkolwiek
miejscu ziemi „królestwem człowieka”, jeśli się odrzuci te
przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie mów fałszywego
świadectwa, czcij ojca i matkę swoją, będziesz miłował bliźniego
twego?
6. Młody rozmówca Chrystusa
„odszedł” i „odszedł smutny” (por. Mk 10, 22). Dlaczego smutny? Może
zdawał sobie sprawę z tego,
jak wiele traci.
Istotnie. Tracił ogromnie
wiele. Gdyby został z Chrystusem, tak jak apostołowie, byłby się
doczekał dnia jerozolimskiej Paschy. Byłby się doczekał krzyża na
Golgocie, ale potem i zmartwychwstania. I zstąpienia Ducha Świętego.
Byłby się doczekał tej przedziwnej przemiany, jakiej w dniu
Pięćdziesiątnicy dostąpili apostołowie. Stali się nowymi ludźmi.
Osiągnęli wewnętrzną moc prawdy i miłości.
Gdyby został przy Chrystusie ów
młody człowiek, byłby się przekonał o tym, że On — Nauczyciel
i Mistrz — „umiłowawszy swoich... do końca ich umiłował” (J 13, 1).
I właśnie przez tę miłość „do końca” „dał im moc, aby się stali
synami Bożymi” (por. J 1, 12).
Oni — ludzie. Zwyczajni, słabi ludzie.
Właśnie dlatego Kościół
w Polsce w ciągu tych dni Eucharystycznego Kongresu skupia się na
tej Chrystusowej miłości „do końca”, aby odkryć źródło tej samej
duchowej mocy wobec wszystkich synów i córek tej doświadczonej
polskiej ziemi.
Aby odkryć tę moc w szczególności i dla was: młodych.
7. Ta moc ducha, moc sumień
i serc, moc łaski i charakterów, jest szczególnie nieodzowna w tym
waszym pokoleniu.
Ta moc jest potrzebna, aby nie
ulec pokusie rezygnacji, obojętności, zwątpienia czy wewnętrznej,
jak to się mówi, emigracji; pokusie wielorakiej ucieczki od świata,
od społeczeństwa, od życia, także ucieczki w znaczeniu dosłownym —
opuszczania Ojczyzny; pokusie beznadziejności, która prowadzi do
samozniszczenia własnej osobowości, własnego człowieczeństwa poprzez
alkoholizm, narkomanię, nadużycia seksualne, szukanie doznań,
wyżywanie się w sektach czy innych związkach, które są tak obce
kulturze, tradycji i duchowi naszego narodu.
Ta moc jest potrzebna, ażeby
umieć samemu docierać do źródeł poznania prawdziwej nauki Chrystusa
i Kościoła, zwłaszcza wtedy, gdy na różne sposoby usiłuje się was
przekonać, że to, co „naukowe” i „postępowe” zaprzecza Ewangelii,
gdy ofiarowuje się wam wyzwolenie i zbawienie bez Boga, czy nawet
wbrew Bogu.
Ta moc jest potrzebna, by żyć
we wspólnocie Kościoła, współtworzyć środowiska oparte na akceptacji
Chrystusa-Prawdy, by dzielić się ze wspólnotą swoim bogactwem,
a także swoimi poszukiwaniami. Tyle jest serc, tyle jest serc, które
czekają na Ewangelię.
Ta moc potrzebna jest, by żyć
na co dzień odważnie, także w sytuacji obiektywnie trudnej, aby
dochować wierności sumieniu w studiach, w pracy zawodowej, by nie
ulec modnemu dziś konformizmowi, by nie milczeć, gdy drugiemu dzieje
się krzywda, ale mieć odwagę wyrażenia słusznego sprzeciwu
i podjęcia obrony. „Więcej być”. Dzisiejsze „więcej być” młodego
człowieka to odwaga trwania pełnego inicjatywy — nie możecie z tego
zrezygnować, od tego zależy przyszłość każdego i wszystkich —
trwania pulsującego świadectwa wiary i nadziei. „Więcej być” to na
pewno nie ucieczka od trudnej sytuacji.
Ta moc napełni twoje serce tym
życiodajnym napojem. Ta moc potrzebna jest, by żyć autentycznym
życiem wiary, życiem sakramentalnym, które odnawia się zwłaszcza
w sakramencie pokuty i wyraża się przez Eucharystię.
Ta moc potrzebna jest, by
apostołować w swoim otoczeniu radością i nadzieją mimo wszystko, by
dawać siebie innym w pracy, w rodzinie, w szkole czy na uczelni, we
wspólnocie parafialnej, w środowisku i wszędzie — na miarę swoich
możliwości.
Ta moc, która płynie
z Chrystusa, która zawiera się w Ewangelii, jest potrzebna, aby od
siebie wymagać, by postępowaniem waszym nie kierowała chęć
zaspokojenia własnych pragnień za wszelką cenę, ale poczucie
powinności: spełniam to, co jest słuszne, co jest moim powołaniem,
co jest moim zadaniem. Powiedziałem przed czterema laty na Jasnej
Górze: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie
wymagali” (18 VI 1983 r.). Wbrew wszystkim mirażom ułatwionego życia
musicie od siebie wymagać. To znaczy właśnie „więcej być”.
Przyszłość Polski zależy od was
i musi od was zależeć. To jest nasza Ojczyzna — to jest nasze „być”
i nasze „mieć”. I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość
tego naszego „być” i „mieć” zależała od nas. Każde pokolenie
Polaków, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dwustu lat, ale
i wcześniej, przez całe tysiąclecie, stawało przed tym samym
problemem, można go nazwać problemem pracy nad sobą, i — trzeba
powiedzieć — jeżeli nie wszyscy, to w każdym razie bardzo wielu nie
uciekało od odpowiedzi na wyzwanie swoich czasów. Dla chrześcijanina
sytuacja nigdy nie jest beznadziejna. Chrześcijanin jest człowiekiem
nadziei. To nas wyróżnia, począwszy od tego patriarchy, którego
nazywa św. Paweł „ojcem naszej wiary”: uwierzył wbrew nadziei; to
nas wyróżnia poprzez Bogarodzicę, o której Elżbieta przy nawiedzeniu
powiedziała: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”, po ludzku,
wbrew nadziei, uwierzyła, że się stanie, bo w dziejach człowieka
działa Bóg. Powiedział Chrystus: „Ojciec mój dotąd działa i Ja
działam”. I to miejsce jest także świadkiem wielkiego działania Boga
przez ludzi.
8. Wiemy, że tu, na tym
miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 roku, grupa młodych
Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego,
trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą.
Walkę bohaterską.
Pozostali w pamięci narodu jako
wymowny symbol. Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby
stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków.
Każdy z was, młodzi
przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś
wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę,
o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której
nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”.
Wreszcie — jakiś porządek prawd
i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to
Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie
i dla innych.
Biskup Kozal, męczennik
z Dachau, powiedział: „Od przegranej orężnej bardziej przeraża
upadek ducha u ludzi. Wątpiący staje się mimo woli sojusznikiem
wroga” (ks. Wojciech Frątczak, Biskup Michał Kozal, w:
Chrześcijanie, t. 12).
Bardzo dobrze, że oklaskaliście
słowa sługi Bożego. Jest to jakby ostatni argument do tej
beatyfikacji, jaka ma się odbyć w niedzielę w Warszawie.
Otóż właśnie, drodzy
przyjaciele, w takim momencie, nazwijmy go „momentem Westerplatte”,
a momentów podobnych jest wiele, nie stanowią tylko jakiegoś
historycznego wyjątku, powtarzają się w życiu społeczeństwa, w życiu
każdego człowieka. Więc w takim momencie pamiętajcie: oto przechodzi
w twoim życiu Chrystus i mówi: „Pójdź za Mną”.
Nie opuszczaj Go. Nie odchodź.
Przyjmij to wezwanie. W przeciwnym razie może zachowasz „wiele
majętności”, tak jak ten młodzieniec z Ewangelii, ale „odejdziesz
smutny”. Pozostaniesz ze smutkiem sumienia.
9. Drodzy przyjaciele! Pragnę
powiedzieć waszym rówieśnicom i rówieśnikom na różnych miejscach
ziemi, spotykając się z nimi na różnych kontynentach i w różnych
krajach, podobnie jak dzisiaj z wami, że są w Polsce młodzi ludzie,
którzy pragną świata lepszego: bardziej ludzkiego. Świata prawdy,
wolności, sprawiedliwości i miłości.
Pragnę powiedzieć tym waszym
rówieśnikom i rówieśnicom na całym świecie, że są w Polsce ludzie,
którzy to podstawowe pragnienie, mimo wszystkich trudności, starają
się wprowadzić w czyn i uczynić rzeczywistością swych środowisk,
swego narodu i społeczeństwa.
Pragnę im powiedzieć, że ludzie
ci, ich rówieśnice i rówieśnicy w Polsce, trwają na rozmowie
z Chrystusem: słyszą Jego wezwanie: „Pójdź za Mną” i wezwanie to
starają się stosować do różnych powołań i „darów”, jakie są ich
udziałem w Kościele i w społeczeństwie; że nie chcą rozstawać się
z naszym Mistrzem i Odkupicielem wśród smutku sumienia, ale szukają
u Niego wytrwale mocy i radości, takiej mocy i takiej radości,
jakiej „świat dać nie może” (por. J 14, 27). Jaką daje tylko On:
Chrystus — i Jego Eucharystia.
Homilia Jana Pawła II
wygłoszona do młodzieży
w Poznaniu 3 czerwca 1997
Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus!
1. „Oto jest dzień, który dał
nam Pan, radujmy się i weselmy się
w nim!" (por. Ps 118 [117], 24).
Na szlaku mej tegorocznej
pielgrzymki do Ojczyzny spotykam się wszędzie z wyrazami wielkiej
życzliwości i radości. Tak było
we Wrocławiu, Legnicy, Gorzowie, Gnieźnie i tak jest również tu,
w Poznaniu.
Drodzy mieszkańcy grodu
Przemysława, drodzy młodzi przyjaciele, z całego serca dziękuję wam
za to spotkanie i za udział w nim tak liczny, choć jest to czas
egzaminów, wystawiania ocen na świadectwach. Witam i pozdrawiam
każdą i każdego z was po kolei, a poprzez was i z wami pragnę
powitać i pozdrowić całą młodzież polską, a także waszych rodziców,
wychowawców, duszpasterzy, profesorów i całe środowisko
uniwersyteckie. Słowa serdecznego pozdrowienia kieruję do pasterza
Kościoła poznańskiego, do jego biskupów pomocniczych i do Ludu
Bożego umiłowanej archidiecezji. Pozdrawiam również księdza
arcybiskupa Jerzego Strobę, który w archidiecezji poznańskiej przez
długie lata spełniał posługę pasterską. Dziękuję mu za wszystko, co
uczynił dla Kościoła powszechnego, a zwłaszcza dla Kościoła w
Polsce.
„Oto jest dzień, który dał nam
Pan..."
2. Fragment
Ewangelii św. Mateusza przed chwilą odczytany, prowadzi nas nad
jezioro Genezaret. Apostołowie wsiedli do łodzi, aby wyprzedzić
Chrystusa na drugi brzeg. I oto, wiosłując w obranym kierunku,
ujrzeli Jego samego kroczącego po jeziorze. Chrystus szedł po
wodzie, tak jakby to była ubita ziemia. Apostołowie przerazili się
mniemając,
że to zjawa. Na okrzyk trwogi
Jezus przemówił do nich: „Odwagi! Ja jestem, nie lękajcie się!"
(por. Mt 14, 27). I wtedy odezwał się Piotr: „Panie, jeśli to Ty
jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!" A On rzekł: „Przyjdź!"
(Mt 14, 28-29). I Piotr wyszedł z łodzi i zaczął kroczyć po wodzie.
Dochodził już do Chrystusa, gdy - wobec silnego uderzenia wiatru -
uląkł się. Kiedy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie!" (Mt
14, 30). Wówczas Jezus wyciągnął rękę, uchwycił go, ocalił przed
utonięciem i rzekł: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?" (Mt 14, 31).
To ewangeliczne wydarzenie jest
pełne głębokiej treści. Dotyczy najważniejszego problemu życia
ludzkiego - wiary w Jezusa Chrystusa. Piotr z pewnością miał wiarę,
którą wyznał później tak wspaniale pod Cezareą Filipową, ale w tym
momencie nie była ona jeszcze ugruntowana. Gdy zawiał silny wiatr,
Piotr zaczął tonąć, ponieważ zwątpił. To nie wicher zanurzył Piotra
w głębinach jeziora, lecz niedostatek wiary. Jego wierze zabrakło
istotnego elementu - całkowitego oparcia się na Chrystusie,
całkowitego zaufania Chrystusowi w chwili wielkiej próby, zabrakło
całkowitego pokładania w Nim nadziei. Wiara i nadzieja razem z
miłością stanowią fundament życia chrześcijańskiego, którego
kamieniem węgielnym jest Jezus Chrystus.
W Jego śmierci na krzyżu i
zmartwychwstaniu została objawiona
w pełni miłość Boga do człowieka i świata. Jezus jest jedyną drogą
do Ojca, jedyną drogą, która prowadzi do prawdy i życia (por. J 14,
6). To orędzie, które Kościół od początku swego istnienia głosi
wszystkim ludziom i narodom, przypomniał naszemu pokoleniu Sobór
Watykański II. Pozwólcie, że zacytuję krótki urywek
z konstytucji Gaudium et spes: „Kościół zaś wierzy, że Chrystus,
który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez
Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć
najwyższemu swemu powołaniu; oraz że nie dano ludziom innego pod
niebem imienia, w którym by mieli być zbawieni. Podobnie też wierzy,
że klucz, ośrodek i cel całej ludzkiej historii znajduje się
w jego Panu i Nauczycielu. Kościół utrzymuje nadto, że u podłoża
wszystkich przemian istnieje wiele rzeczy nie ulegających zmianie,
a mających swą ostateczną podstawę w Chrystusie, który jest Ten sam,
wczoraj, dziś i na wieki" (n. 10).
Drodzy chłopcy i dziewczęta,
podążajcie z entuzjazmem swych młodych serc za Chrystusem. Tylko On
może uciszyć lęk człowieka. Patrzcie na Jezusa głębią waszych serc i
umysłów! On jest waszym nieodłącznym przyjacielem.
To orędzie - któremu
poświęciłem moją pierwszą encyklikę Redemptor hominis - głoszę
ludziom młodym na wszystkich kontynentach podczas podróży
apostolskich oraz z okazji Światowych Dni Młodzieży. To orędzie jest
także tematem sierpniowego spotkania młodych z papieżem w Paryżu, na
które was serdecznie zapraszam. (Pozostaje jeszcze drobna kwestia
finansowa. Ale poradzicie sobie). Jako chrześcijanie jesteście
wezwani do świadczenia o wierze i nadziei, aby ludzie - jak napisał
św. Paweł - „nie byli bez nadziei ani Boga na tym świecie",
ale „uczyli się Chrystusa" - naszej nadziei (por. Ef 2, 12; 4, 20).
Wiara w Chrystusa i nadzieja,
której On jest mistrzem
i nauczycielem, pozwalają człowiekowi odnieść zwycięstwo nad samym
sobą, nad tym wszystkim, co w nim jest słabe i grzeszne,
a zarazem ta wiara i nadzieja prowadzą do zwycięstwa nad złem
i skutkami grzechu w otaczającym nas świecie. Chrystus wyzwolił
Piotra z lęku, który owładnął jego duszą na wzburzonym morzu.
Chrystus i nam pozwala przetrwać najtrudniejsze chwile w życiu,
jeżeli z wiarą i nadzieją zwracamy się do Niego o pomoc. „Odwagi! Ja
jestem, nie bójcie się!" (Mt 14, 27). Mocna wiara, z której rodzi
się nadzieja, cnota tak bardzo dziś potrzebna, uwalnia człowieka od
lęku i daje mu siłę duchową do przetrwania wszystkich burz
życiowych. Nie lękajcie się Chrystusa! Zaufajcie Mu do końca!
On jedyny „ma słowa życia wiecznego" (por. J 6, 68).
Chrystus nie zawodzi.
Tu, na tym miejscu, na placu
Adama Mickiewicza, stał kiedyś pomnik Najświętszego Serca Pana
Jezusa - widomy znak zwycięstwa Polaków odniesionego dzięki wierze i
nadziei. Pomnik był wzniesiony w 1932 roku ze składek całego
społeczeństwa, jako wotum dziękczynne za odzyskanie niepodległości.
Odrodzona Polska skupiła się przy Sercu Jezusa, aby z tego źródła
miłości ofiarnej czerpać siłę do budowania przyszłości Ojczyzny na
fundamencie Bożej prawdy, w jedności i zgodzie. Po wybuchu drugiej
wojny światowej pomnik ten okazał się tak niebezpiecznym symbolem
chrześcijańskiego i polskiego ducha, że został zburzony przez
najeźdźcę na początku okupacji.
3. Drodzy chłopcy i dziewczęta!
Ileż to razy wiara i nadzieja narodu polskiego była wystawiana na
próbę, na bardzo ciężkie próby w tym wieku, który się kończy!
Wystarczy przypomnieć pierwszą wojnę światową i związaną z nią
determinację tych wszystkich, którzy podjęli zdecydowaną walkę o
odzyskanie niepodległości. Wystarczy przypomnieć międzywojenne
dwudziestolecie, w czasie którego trzeba było wszystko budować
właściwie od początku. A potem przyszła druga wojna światowa i
straszliwa okupacja w wyniku układu między Niemcami hitlerowskimi a
Rosją sowiecką, który przesądził o wymazaniu Polski jako państwa z
mapy Europy. Jakże radykalnym wyzwaniem był ten okres dla nas
wszystkich, dla wszystkich Polaków! Rzeczywiście pokolenie drugiej
wojny światowej spalało się poniekąd na wielkim ołtarzu walki
o utrzymanie i zapewnienie wolności Ojczyzny. Ileż to kosztowało
ludzkich żywotów - młodych żywotów, obiecujących. Jak wielką cenę
zapłacili Polacy, najpierw na frontach września 1939 roku, a z kolei
na wszystkich frontach, na których alianci zmagali się z najeźdźcą.
Po zakończeniu wojny przyszedł
długi - prawie pięćdziesięcioletni - okres nowego zagrożenia, tym
razem nie wojennego, ale pokojowego. Zwycięska Armia Czerwona
przyniosła Polsce nie tylko wyzwolenie od hitlerowskiej okupacji,
ale także nowe zniewolenie. Tak jak w czasie okupacji ludzie ginęli
na frontach wojennych, w obozach koncentracyjnych, w politycznym i
militarnym podziemiu, którego ostatnim krzykiem było Powstanie
Warszawskie, tak pierwsze lata nowej władzy były dalszym ciągiem
znęcania się nad wielu Polakami, i to najszlachetniejszymi. Nowi
panujący uczynili wszystko, ażeby ujarzmić naród, podporządkować go
sobie pod względem politycznym i ideologicznym.
Lata późniejsze, poczynając od
października 1956 roku, nie były już tak krwawe, jednak to zmaganie
się z narodem i Kościołem trwało aż do lat osiemdziesiątych. Był to
dalszy ciąg tego wyzwania rzuconego wierze i nadziei Polaków, którzy
nadal nie szczędzili sił, żeby się nie poddać; aby bronić tych
wartości religijnych
i narodowych, które były wtedy szczególnie zagrożone.
Moi drodzy, trzeba było to
powiedzieć na tym właśnie miejscu. Trzeba było to wszystko jeszcze
raz przypomnieć wam, młodym, którzy weźmiecie odpowiedzialność za
losy Polski w trzecim millennium. Świadomość własnej przeszłości
pomaga nam włączyć się w długi szereg pokoleń, by przekazać
następnym wspólne dobro - Ojczyznę.
Trudno tu nie wspomnieć o
jeszcze innym pomniku - pomniku Ofiar Czerwca 1956 roku. Został on
wzniesiony na tym placu staraniem społeczeństwa Poznania i
Wielkopolski w 25. rocznicę tragicznych wydarzeń, które były wielkim
protestem przeciwko nieludzkiemu systemowi zniewalania serc i
umysłów człowieczych. Chciałem pod ten pomnik przybyć w 1983 roku,
gdy byłem po raz pierwszy jako papież w Poznaniu, ale wówczas
odmówiono mi możliwości modlitwy pod Poznańskimi Krzyżami. Cieszę
się, że dziś razem
z wami - młodą Polską - mogę uklęknąć pod tym pomnikiem
i oddać hołd robotnikom, którzy złożyli swoje życie w obronie
prawdy, sprawiedliwości i niepodległości Ojczyzny.
4. Skierujmy raz jeszcze nasz
wzrok na jezioro Genezaret i płynącą po nim łódź Piotrową. Jezioro
kojarzy się z obrazem świata - również i świata współczesnego, w
którym żyjemy, w którym Kościół spełnia swe posłannictwo. Ten świat
stanowi dla człowieka wyzwanie, tak jak jezioro stanowiło wyzwanie
dla Piotra. Było mu ono bliskie i znane jako miejsce codziennej
pracy rybaka,
a z drugiej strony był to żywioł, z którym trzeba było konfrontować
swe siły i doświadczenie.
Człowiek musi wejść w ten
świat, poniekąd musi się w nim zanurzyć, ponieważ otrzymał od Boga
polecenie, aby przez pracę - studia, trud twórczy - czynił sobie
„ziemię poddaną" (por. Rdz 1, 28). Z drugiej strony nie można
zamknąć człowieka wyłącznie w obrębie świata materialnego z
pominięciem Stwórcy. Jest to bowiem przeciwko naturze człowieka,
przeciw jego wewnętrznej prawdzie, gdyż serce ludzkie - jak
powiedział św. Augustyn - jest niespokojne, dopóki nie spocznie w
Bogu (por. Wyznania). Osoba ludzka, stworzona na obraz i
podobieństwo Boga, nie może stać się niewolnikiem rzeczy, systemów
ekonomicznych, cywilizacji technicznej, konsumizmu, łatwego sukcesu.
Człowiek nie może stać się niewolnikiem swoich różnych skłonności i
namiętności, niekiedy celowo podsycanych. Przed tym
niebezpieczeństwem trzeba się bronić. Trzeba umieć używać swojej
wolności, wybierając to, co jest dobrem prawdziwym. Nie dajcie się
zniewalać! Nie dajcie się zniewolić, nie dajcie się skusić
pseudowartościami, półprawdami, urokiem miraży, od których później
będziecie się odwracać
z rozczarowaniem, poranieni, a może nawet ze złamanym życiem.
W przemówieniu, które kiedyś
wygłosiłem w UNESCO, powiedziałem, iż pierwszym i zasadniczym
zadaniem kultury jest wychowanie człowieka. A w wychowaniu chodzi
głównie o to, ażeby „człowiek stawał się coraz bardziej człowiekiem
- o to, ażeby bardziej »był«, a nie tylko więcej »miał« - ażeby
poprzez wszystko, co »ma«, co »posiada«, umiał bardziej i pełniej
być człowiekiem - to znaczy, żeby również umiał bardziej »być« nie
tylko »z drugimi«, ale także i »dla drugich«" (2 VI 1980 r.).
Prawda ta posiada podstawowe
znaczenie dla samowychowania, autorealizacji, rozwijania w sobie
człowieczeństwa, a zarazem życia Bożego, zaszczepionego na chrzcie
świętym i umocnionego
w sakramencie bierzmowania. Samowychowanie zmierza do tego właśnie,
aby bardziej „być" człowiekiem, być chrześcijaninem, aby odkrywać i
rozwijać w sobie talenty otrzymane od Stwórcy
i realizować właściwe każdemu powołanie do świętości.
Świat może być niekiedy groźnym
żywiołem - to prawda - ale człowiek żyjący wiarą i nadzieją ma w
sobie siłę Ducha, aby stawić czoło zagrożeniom tego świata. Piotr
szedł po falach jeziora, choć było to przeciwko prawu ciążenia,
szedł, bo patrzył w oczy Chrystusa. Gdy zwątpił, gdy stracił z
Mistrzem osobisty kontakt, zaczął tonąć i spotkał go wyrzut: „Czemu
zwątpiłeś, małej wiary?" (Mt 14, 31).
Na przykładzie Piotra widzimy,
jak ważna jest w życiu duchowym osobista łączność z Chrystusem,
którą trzeba ciągle odnawiać
i pogłębiać. W jaki sposób to czynić? Przede wszystkim przez
modlitwę. Moi drodzy, módlcie się i uczcie się modlitwy, czytajcie
i rozważajcie słowo Boże, umacniajcie więź z Chrystusem
w sakramencie pokuty i Eucharystii, zgłębiajcie problemy życia
wewnętrznego i apostolstwa w młodzieżowych wspólnotach, zespołach,
ruchach, organizacjach kościelnych, których jest teraz wiele w
naszym kraju.
5. Drodzy bracia i siostry!
Obchodzimy jubileusz tysiąclecia śmierci męczeńskiej św. Wojciecha.
Dzisiaj w Gnieźnie podczas uroczystej Eucharystii mówiłem, że św.
Wojciech dał świadectwo Chrystusowi, ponosząc śmierć męczeńską za
wiarę. To męczeństwo wielkiego apostoła Słowian woła także dzisiaj o
świadectwo życia każdego
z was. Woła o ludzi nowych, którzy pośród tego świata będą objawiać
„moc i mądrość" (por. 1 Kor 1, 22-25) Ewangelii Bożej we własnym
życiu. Ten świat, który niekiedy jawi się jako nieposkromiony,
groźny żywioł, wzburzone morze, jest zarazem głęboko spragniony
Chrystusa, bardzo łaknie Dobrej Nowiny. Bardzo potrzebuje miłości.
Bądźcie w tym świecie
nosicielami wiary i nadziei chrześcijańskiej, żyjąc miłością na co
dzień. Bądźcie wiernymi świadkami Chrystusa zmartwychwstałego, nie
cofajcie się nigdy przed przeszkodami, które piętrzą się na
ścieżkach waszego życia. Liczę na was. Liczę na wasz młodzieńczy
zapał i oddanie Chrystusowi. Znałem młodzież polską i nie zawiodłem
się nigdy na niej. Świat was potrzebuje. Potrzebuje was Kościół.
Przyszłość Polski od was zależy. Budujcie
i umacniajcie na polskiej ziemi „cywilizację miłości": w życiu
osobistym, społecznym, politycznym, w szkołach, w uniwersytetach,
parafiach, w ogniskach rodzinnych, które kiedyś utworzycie.
Nie żałujcie na ten cel młodzieńczego entuzjazmu, wysiłku ani
ofiary. „A Bóg, dawca nadziei, niech wam udzieli pełni radości i
pokoju
w wierze, abyście przez moc Ducha Świętego byli bogaci
w nadzieję" (Rz 15, 13).
Was i całą młodzież polską
pragnę zawierzyć Matce Najświętszej, Matce Chrystusa, Matce Pięknej
Miłości, Królowej Polski. Amen.
Otrzymaliście Ducha przybrania za synów (Rz 8, 15)
Orędzie Ojca Świętego Jana Pawła II do młodzieży
całego świata z okazji VI Światowego Dnia Młodzieży (1991 r.)
Droga Młodzieży!
1. Światowe Dni Młodzieży wyznaczają ważne etapy w życiu Kościoła,
który u progu roku dwutysięcznego stara się coraz bardziej uwydatnić
swoje zadanie ewangelizacji w świecie współczesnym. Pewne podstawowe
prawdy nauczania ewangelicznego, które proponowane są wam każdego
roku do medytacji, mają umocnić waszą wiarę i stać się nowym
impulsem dla waszego apostolstwa.
Jako temat VI Światowego Dnia Młodzieży wybrałem słowa świętego
Pawła: "Otrzymaliście ducha przybrania za synów" (Rz 8, 15). Są to
słowa, które wprowadzają w najgłębszą tajemnicę chrześcijańskiego
powołania: według planu Bożego jesteśmy prawdziwie powołani, aby
stać się dziećmi Bożymi w Chrystusie przez Ducha Świętego.
Czy można pozostać obojętnym wobec tak zawrotnej perspektywy?
Człowiek - istota stworzona i ograniczona, więcej, grzesznik -
przeznaczony jest, aby być dzieckiem Boga! Jakże nie wołać ze
świętym Janem: "Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec:
zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy" (1
J 3, 1)! Czy można pozostać nieczułym na takie wezwanie ojcowskiej
miłości Boga, który zaprasza do wspólnoty życia tak głębokiego i
intymnego?
Światowy Dzień Młodzieży, który będziemy przeżywali w następnym
roku, niech przyczyni się do tego, aby to nadzwyczajne zdziwienie
przeniknęło was i wzbudziło w każdym z was przylgnięcie coraz
bardziej synowskie do Boga, naszego Ojca.
2. "Otrzymaliście ducha przybrania za synów..."
Duch Święty, prawdziwy sprawca naszego dziecięctwa Bożego, odrodził
nas w wodzie Chrztu do nowego życia. Od tego momentu "sam Duch
wspiera swym świadectwem naszego ducha,
że jesteśmy dziećmi Bożymi" (Rz 8, 16).
Co wnosi zatem w życie chrześcijanina owo bycie dzieckiem Boga?
Święty Paweł pisze: "Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch
Boży, są synami Bożymi" (Rz 8, 14). Być synami Bożymi oznacza zatem
przyjąć Ducha Świętego, pozwolić prowadzić się przez Niego, być
otwartym na Jego działanie w historii naszego życia osobistego i w
historii świata.
Wam wszystkim, drodzy młodzi, z okazji tego Światowego Dnia
Młodzieży, mówię: "Przyjmijcie Ducha Świętego i bądźcie mocni
w wierze!" "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy
i miłości, i trzeźwego myślenia" (2 Tm 1, 7).
"Otrzymaliście ducha przybrania za synów...". Synowie Boży,
to znaczy ludzie odrodzeni przez chrzest i umocnieni przez
bierzmowanie, są w pierwszej linii budowniczymi nowej cywilizacji,
cywilizacji prawdy i miłości: są światłem świata i solą ziemi (por.
Mt 5, 13-16).
Myślę o głębokich przemianach, jakie dokonują się w świecie.
Dla wielu narodów otwierają się drogi nadziei na życie bardziej
godne i bardziej ludzkie. W związku z tym przypominam sobie słowa
prawdziwie profetyczne Soboru Watykańskiego II: "Duch Boży, który
przedziwną opatrznością kieruje biegiem czasu i odnawia oblicze
ziemi, pomaga tej ewolucji" (Gaudium et spes, 26).
Prawdziwie, Duch dzieci Bożych jest mocą inspirującą rozwój historii
narodów. W każdej epoce wzbudza On nowych ludzi, którzy żyją
świętością, prawdą i sprawiedliwością. Świat, poszukując
z niepokojem u progu drugiego tysiąclecia dróg współżycia bardziej
solidarnego, koniecznie potrzebuje oparcia się na osobach,
które właśnie dzięki Duchowi Świętemu umieją żyć jako prawdziwi
synowie Boży.
3. "Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych
Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już
niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem,
to i dziedzicem z woli Bożej" (Ga 4, 6-7). Święty Paweł mówi tu
o dziedzictwie synów Bożych. Chodzi tu o dar życia wiecznego,
a jednocześnie o zadanie do realizacji już dzisiaj; chodzi o program
życia, mogący zafascynować szczególnie was, młodzi,
którzy nosicie w głębi waszych serc tęsknotę za wielkimi ideałami.
Świętość jest podstawowym dziedzictwem synów Bożych.
Chrystus mówi: "Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec
wasz niebieski" (Mt 5, 48). Świętość ta będzie wyrażać się
w pełnieniu woli Ojca w każdej okoliczności życia.
Jest to najdoskonalsza droga, którą wskazał nam sam Jezus: "Nie
każdy, który mówi: "Panie, Panie", wejdzie do królestwa
niebieskiego, lecz ten kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest
w niebie" (Mt 7, 21).
Powtarzam wam dziś jeszcze raz to, co powiedziałem w Santiago de
Compostella: "młodzi nie lękajcie się świętości!" Wzbijajcie się na
wysokie szczyty, bądźcie pośród tych, którzy pragną osiągnąć cele
godne synów Bożych. Uwielbiajcie Boga waszym życiem!
4. Dziedzictwo synów Bożych niesie z sobą braterską miłość na wzór
Jezusa, pierworodnego między wielu braćmi (por. Rz 8, 29):
"...abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem"
(J 15,12). Wzywając Boga jako "Ojca", nie można nie rozpoznać
w bliźnim - kimkolwiek by on był - brata, który ma prawo do naszej
miłości. Oto prawdziwie wielkie zadanie synów Bożych: pracować nad
budowaniem braterskiego współżycia pośród wszystkich narodów.
Czyż nie tego właśnie potrzebuje dzisiejszy świat? Pośród wszystkich
narodów dostrzega się zdecydowanie gorące pragnienie jedności,
będącej w stanie zburzyć wszelkie bariery zobojętnienia i
nienawiści; to wielkie zadanie odnosi się szczególnie do was,
młodzi, abyście budowali społeczność bardziej sprawiedliwą i
bardziej solidarną.
5. Przywilejem synów Bożych jest również wolność: także ona jest
udziałem ich dziedzictwa. Dotykamy tu problemu, na który wy, młodzi,
jesteście w sposób szczególny wyczuleni, gdyż chodzi tu
o wielki dar złożony przez Stwórcę w nasze ręce. Jest to jednak dar,
który należy wykorzystać dobrze. Zbyt wiele bowiem fałszywych form
wolności prowadzi do zniewolenia.
W Encyklice Redemptor hominis napisałem w związku z tym następujące
słowa: "Jezus Chrystus wychodzi na spotkanie człowieka każdej epoki,
również i naszej epoki, z tymi samymi słowami: "Poznacie prawdę, a
prawda was wyzwoli" (J 8, 32); uczyni was wolnymi. W słowach tych
zawiera się podstawowe wymaganie i przestroga zarazem. Jest to
wymaganie rzetelnego stosunku do prawdy jako warunek prawdziwej
wolności. Jest to równocześnie przestroga przed jakąkolwiek pozorną
wolnością, przed wolnością rozumianą powierzchownie, jednostronnie,
bez wniknięcia w całą prawdę o człowieku i o świecie. Chrystus
przeto również i dziś, po dwóch tysiącach lat, staje wśród nas jako
Ten, który przynosi człowiekowi wolność opartą na prawdzie..." (nr
12).
"Ku wolności wyswobodził nas Chrystus" (Ga 5, 1). To wyzwolenie
dokonane przez Chrystusa jest wyzwoleniem od grzechu, będącego
źródłem zniewoleń ludzkich. Święty Paweł mówi: "Dzięki jednak niech
będą Bogu za to, że gdy byliście niewolnikami grzechu, daliście z
serca posłuch nakazom tej nauki, której was oddano,
a uwolnieni od grzechu oddaliście się w niewolę sprawiedliwości" (Rz
6, 17-18). Wolność jest więc darem i jednocześnie podstawowym
zobowiązaniem każdego chrześcijanina:
"Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli..." (Rz 8, 15) - napomina
święty Paweł.
Sprawą bardzo ważną i zasadniczą jest wolność zewnętrzna,
zagwarantowana przez słuszne prawa cywilne. Słusznie więc cieszymy
się, że powiększa się dziś coraz bardziej ilość krajów,
w których respektowane są podstawowe prawa osoby ludzkiej, pomimo że
często wymagało to wysokiej ceny ofiar i krwi. Wolność zewnętrzna
jednak - choć tak drogocenna - sama w sobie nie może wystarczyć. U
jej źródeł powinna być zawsze wolność wewnętrzna, właściwa synom
Bożym, którzy postępują według Ducha (por. Ga 5, 16) i którzy
kierują się prawym sumieniem moralnym, zdolnym wybrać to, co jest
dobre; "... gdzie jest Duch Pański - tam wolność" (2 Kor 3, 17).
Jest to, droga młodzieży, jedyna droga do budowania ludzkości
dojrzałej i godnej tego imienia.
Widzicie zatem, jak wielkie i zobowiązujące jest dziedzictwo synów
Bożych, do którego jesteście powołani. Przyjmijcie je
z wdzięcznością i odpowiedzialnością. Nie zmarnujcie go! Miejcie
odwagę, aby w sposób konsekwentny żyć tym dziedzictwem każdego dnia
i głosić je innym. W ten sposób świat będzie się stawał coraz
bardziej wielką rodziną synów Bożych.
6. Punktem centralnym Światowego Dnia Młodzieży 1991 będzie ponowne
spotkanie młodzieży z całego świata. Tym razem,
na zakończenie spotkań i obchodów zwyczajnych, zgromadzimy się na
wspólną modlitwę w Sanktuarium Czarnej Matki Bożej
z Częstochowy, w Polsce, mojej Ojczyźnie. Wspominając przeżycia
pielgrzymki do Santiago de Compostela (1989), wielu z was zapewne z
radością podąży na to spotkanie w Uroczystość Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny 14 i 15 sierpnia 1991 roku. Poniesiemy ze
sobą, w naszych modlitwach, młodzież całego świata.
Rozpocznijcie zatem już w tej chwili pielgrzymkę do domu Matki
Chrystusa i naszej Matki, aby rozważać, pod Jej spojrzeniem pełnym
miłości temat VI Światowego Dnia Młodzieży: "Otrzymaliście ducha
przybrania za synów...".
Gdzie można lepiej zrozumieć, co znaczy być dziećmi Bożymi, jeśli
nie u stóp Matki Boga? Maryja jest najlepszą Mistrzynią. jej to
zostało powierzone podstawowe zadanie w historii zbawienia:
"Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego
z niewiasty, zrodzonego pod prawem, aby wykupił tych, którzy
podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo" (Ga 4,
4-5).
Gdzie, jeśli nie w Jej macierzyńskim sercu, może być lepiej
strzeżone dziedzictwo dzieci Bożych, obiecane przez Ojca? Niesiemy
ten dr w naczyniach glinianych. Nasza pielgrzymka będzie przeto, dla
każdego z nas, wielkim aktem zawierzenia Maryi. Udajemy się do
Sanktuarium, które dla narodu polskiego ma szczególne znaczenie;
jest to miejsce ewangelizacji i nawrócenia, miejsce, do którego
przybywa tysiące pielgrzymów pochodzących ze wszystkich stron Kraju
i świata. Od ponad 600 lat, w klasztorze na Jasnej Górze w
Częstochowie, czczona jest Maryja w cudownej ikonie Czarnej Madonny.
W momentach najbardziej trudnych
w swojej historii, naród polski odnajdywał tam, w domu Matki, moc
wiary i nadziei, własną godność i dziedzictwo dzieci Bożych.
Dla wszystkich, młodzieży Wschodu i Zachodu, Północy i Południa,
pielgrzymka do Częstochowy będzie świadectwem wiary dla całego
świata. Będzie to pielgrzymka wolności poprzez granice państw, które
otwierają się coraz bardziej na Chrystusa, Odkupiciela człowieka.
7. Przez to orędzie pragnę rozpocząć drogę przygotowania duchowego,
tak na VI Światowy Dzień Młodzieży, jak również na pielgrzymkę do
Częstochowy. Te rozważania niechaj posłużą jako inspiracje na
rozpoczęcie tej drogi, która jest przede wszystkim drogą wiary,
nawrócenia i powrotu do istotnych wartości naszego życia.
A do was, młodzieży Krajów Europy Wschodniej, zwracam się ze słowami
szczególnej zachęty. Nie może was zabraknąć na tym spotkaniu, które
zarysowuje się już od tej chwili jako historyczne spotkanie między
młodzieżą Kościołów Wschodu i Zachodu. Wasza obecność w Częstochowie
będzie świadectwem wiary
o niezwykłym znaczeniu.
A wy, droga młodzieży mojej ukochanej Polski, jesteście tym razem
powołani, aby gościnnie przyjąć waszych przyjaciół, którzy przybędą
ze wszystkich stron świata. Dla was i dla Kościoła w Polsce to
spotkanie, w którym będę uczestniczył, będzie nadzwyczajnym darem
duchowym w aktualnej sytuacji historycznej, którą przeżywacie w
pełni nadziei na przyszłość.
W duchowej łączności, klęcząc przed obrazem Czarnej Madonny
z Częstochowy, zawierzam Jej opiece pełnej miłości cały przebieg VI
Światowego Dnia Młodzieży.
Wam wszystkim, droga Młodzieży, udzielam mojego ojcowskiego
Błogosławieństwa.
Jan Paweł II, Papież
Watykan, dnia 15 sierpnia 1990 roku, w Uroczystość Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny.
Jan Paweł II , 19 sierpnia 2000
Rozważanie podczas Czuwania Modlitewnego,
Tor Vergata
"Wy za kogo Mnie uważacie?"
Drodzy chłopcy i dziewczęta! Z ogromną radością spotykam się znowu z
wami z okazji tego czuwania modlitewnego, w czasie którego pragniemy
wsłuchać się razem w słowa Chrystusa, odczuwając Jego obecność wśród
nas. To On do nas mówi.
"Wy za kogo Mnie uważacie?". Jezus zadaje to pytanie swoim uczniom
pod Cezareą Filipową. Szymon Piotr odpowiada:
"Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego". Nauczyciel ze swej strony
kieruje do niego zaskakujące słowa: "Błogosławiony jesteś, Szymonie,
Synu Jana. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec
mój, który jest w niebie".
Jakie znaczenie ma ten dialog? Dlaczego Jezus chce usłyszeć,
co ludzie o Nim myślą? Dlaczego chce wiedzieć, co myślą o Nim Jego
uczniowie?
Jezus chce, żeby Jego uczniowie zdali sobie sprawę z tego,
co kryje się w ich umysłach i sercach, i żeby wyrazili swoje
przekonanie. Równocześnie jednak wie, że opinia, jaką wyrażą, nie
będzie tylko ich opinią, ponieważ objawi się w niej to, co Bóg wlał
w ich serca wraz z łaską wiary.
To wydarzenie spod Cezarei Filipowej wprowadza nas w pewnym sensie
do "laboratorium wiary". Objawia się tam tajemnica początku i
dojrzewania wiary. Najpierw jest łaska objawienia: głębokie,
niewyrażalne oddawanie się Boga człowiekowi. Za nią idzie wezwanie
do udzielenia odpowiedzi. W końcu jest odpowiedź człowieka -
odpowiedź, która odtąd będzie musiała nadawać sens
i kształt całemu jego życiu.
Oto czym jest wiara! Jest odpowiedzią człowieka rozumnego
i wolnego na słowo Boga żywego. Pytania, które Chrystus zadaje,
odpowiedzi, jakich udzielają Apostołowie, a wreszcie Szymon Piotr,
stanowią poniekąd sprawdzian dojrzałości wiary tych, którzy są
najbliżsi Chrystusowi.
Rozmowa pod Cezareą Filipową miała miejsce w okresie przed
paschalnym, to znaczy przed męką i zmartwychwstaniem Chrystusa.
Trzeba by przypomnieć jeszcze inne wydarzenie, w czasie którego
Chrystus, już zmartwychwstały, sprawdził dojrzałość wiary swoich
Apostołów. Chodzi o spotkanie z Tomaszem Apostołem. Był on jedynym
nieobecnym, kiedy po zmartwychwstaniu Chrystus przyszedł po raz
pierwszy do Wieczernika. Kiedy inni uczniowie powiedzieli mu, że
widzieli Pana, nie chciał im wierzyć. Powiedział: "Jeżeli na rękach
Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce
gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę". Po ośmiu
dniach uczniowie znowu byli razem, a Tomasz był z nimi. Jezus
przeszedł przez zamknięte drzwi, pozdrowił Apostołów słowami: "Pokój
wam!", a zaraz potem rzekł do Tomasza: "Podnieś tutaj swój palec i
zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź
niedowiarkiem, lecz wierzącym!". A wówczas Tomasz odpowiedział: "Pan
mój i Bóg mój!".
Również jerozolimski Wieczernik był dla Apostołów swego rodzaju
"laboratorium wiary". Jednak to, co się tam wydarzyło z Tomaszem,
wykracza w pewnym sensie poza to, co stało się pod Cezareą Filipową.
W Wieczerniku stajemy wobec dialektyki wiary
i niedowiarstwa bardziej radykalnej, a równocześnie wobec jeszcze
głębszego wyznania prawdy o Chrystusie. Rzeczywiście nie było łatwo
wierzyć, że znowu jest żywy Ten, którego złożyli w grobie trzy dni
wcześniej.
Boski Nauczyciel wiele razy zapowiadał, że powstanie z martwych
i wiele razy dał dowody, że jest Panem życia. A jednak doświadczenie
Jego śmierci było tak silne, że wszyscy potrzebowali bezpośredniego
spotkania z Nim, aby uwierzyć w Jego zmartwychwstanie: Apostołowie w
Wieczerniku, uczniowie na drodze do Emaus, pobożne niewiasty przy
grobie... Potrzebował go także Tomasz. Kiedy jednak jego
niedowiarstwo spotkało się
z bezpośrednim doświadczeniem obecności Chrystusa, wątpiący Apostoł
wypowiedział słowa, w których wyraża się najgłębsze sedno wiary:
Jeżeli tak jest, jeżeli Ty naprawdę jesteś żywy, choć zostałeś
zabity, znaczy to, że jesteś "moim Panem i moim Bogiem".
Przez ten fakt związany z Tomaszem "laboratorium wiary" wzbogaciło
się o nowy element. Objawienie Boże, pytanie Chrystusa i odpowiedź
człowieka zostały uzupełnione przez osobiste spotkanie ucznia z
żywym Chrystusem - ze Zmartwychwstałym. To spotkanie stało się
początkiem nowej relacji między człowiekiem a Chrystusem - relacji,
w której człowiek egzystencjalnie uznaje, że Chrystus jest Panem i
Bogiem; nie tylko Panem i Bogiem świata i ludzkości, ale Panem i
Bogiem tej mojej konkretnej ludzkiej egzystencji. Kiedyś święty
Paweł napisze: "Słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w
sercu twoim. A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc
ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim
uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie".
W czytaniach dzisiejszej liturgii znajdujemy opis elementów
składających się na to "laboratorium wiary", z którego Apostołowie
wyszli jako ludzie w pełni świadomi prawdy, jaką Bóg objawił
w Jezusie Chrystusie - prawdy, która miała ukształtować ich życie
osobiste i życie Kościoła na przestrzeni historii. Dzisiejsze
rzymskie spotkanie, droga młodzieży, jest również swojego rodzaju
"laboratorium wiary" dla was, dzisiejszych uczniów - dla wyznawców
Chrystusa na progu trzeciego tysiąclecia.
Każdy z was może odnaleźć w sobie samym dialektykę pytań
i odpowiedzi, którą wcześniej uwydatniliśmy. Każdy może rozważyć
swoje trudności w wierze i doświadczyć też pokusy niedowiarstwa.
Równocześnie jednak może też doświadczyć stopniowego dojrzewania w
świadomości i w przekonaniu swojego przystąpienia do wiary. Zawsze
bowiem w tym przedziwnym laboratorium ludzkiego ducha - czyli
właśnie w laboratorium wiary - spotykają się ze sobą Bóg i człowiek.
Zawsze Chrystus zmartwychwstały wchodzi do wieczernika naszego życia
i daje każdemu doświadczyć swojej obecności oraz wyznać: Ty, o
Chryste, jesteś "moim Panem i moim Bogiem".
Chrystus powiedział Tomaszowi: "Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie
ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". Każda
istota ludzka ma w sobie coś z apostoła Tomasza. Ulega pokusie
niedowiarstwa i stawia zasadnicze pytania: Czy to prawda, że Bóg
istnieje? Czy to prawda, że świat został przez Niego stworzony? Czy
to prawda, że Syn Boży stał się człowiekiem, umarł
i zmartwychwstał? Odpowiedź przychodzi razem z doświadczeniem Jego
obecności. Trzeba otworzyć oczy i serce na światło Ducha Świętego.
Wtedy przemówią do każdego otwarte rany Chrystusa zmartwychwstałego:
"Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy
nie widzieli, a uwierzyli".
Drodzy przyjaciele! Dziś również wierzyć w Jezusa, iść za Jezusem
śladami Piotra, Tomasza, pierwszych Apostołów i świadków, wymaga
zajęcia stanowiska po Jego stronie i nierzadko niemal że nowego
męczeństwa: męczeństwa tego, kto - dziś tak jak wczoraj - wezwany
jest do pójścia pod prąd, by kroczyć za boskim Nauczycielem, by
"towarzyszyć Barankowi, dokądkolwiek idzie". Nie przypadkiem, droga
młodzieży, pragnąłem, aby w czasie Roku Świętego przypomniani
zostali przy Koloseum świadkowie wiary dwudziestego wieku.
Może od was nie będzie się wymagać przelania krwi, ale wierności
Chrystusowi - z pewnością tak! Wierności, którą należy zachowywać
każdego dnia. Mam na myśli narzeczonych i trudności, jaką sprawia w
dzisiejszym świecie życie w czystości w oczekiwaniu na małżeństwo.
Mam na myśli młode pary i próby, na jakie jest narażone ich
przyrzeczenie wzajemnej wierności. Mam na myśli relacje między
przyjaciółmi i pokusę nielojalności, jaka wkraść się może pomiędzy
nich.
Mam także na myśli tych, którzy podjęli drogę szczególnej
konsekracji, i o wysiłku, jakiego nieraz wymaga wytrwałość
w oddaniu się Bogu i braciom. Myślę jeszcze o tych, którzy chcą
przeżywać relacje solidarności i miłości w świecie, w którym - jak
się wydaje - ma wartość jedynie logika korzyści i interesu
osobistego czy grupowego.
Mam również na myśli tych, którzy działają na rzecz pokoju, a widzą,
jak w różnych częściach świata rodzą się i rozwijają nowe ogniska
wojny. Myślę o tych, którzy działają na rzecz wolności człowieka,
a widzą, że jest on jeszcze niewolnikiem siebie samego i innych. Mam
na myśli tych, którzy walczą, aby kochano i szanowano ludzkie życie,
a muszą być świadkami częstych zamachów na nie i na należny mu
respekt.
Droga młodzieży! Czy trudno jest wierzyć w takim świecie? Czy trudno
jest wierzyć w roku dwutysięcznym? Tak! Jest trudno. Nie należy tego
ukrywać. Jest to trudne, ale z pomocą łaski jest to możliwe, tak jak
Jezus wyjaśnił Piotrowi: "Ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz
Ojciec mój, który jest w niebie".
Tego wieczoru przekażę wam Ewangelię. Jest to dar, który Papież
zostawia wam tej niezapomnianej nocy. Słowo zawarte w Ewangelii jest
słowem Jezusa. Jeśli będziecie słuchać go w milczeniu,
w modlitwie, korzystając z mądrej rady waszych księży
i wychowawców, pomagającej wam zrozumieć to słowo dla waszego życia
- wtedy spotkacie się z Chrystusem i pójdziecie za Nim, angażując
dzień po dniu swoje życie dla Niego!
Rzeczywiście szukacie właśnie Jezusa, kiedy marzycie o szczęściu. To
On na was czeka, gdy nic z tego, co znajdujecie, nie zadowala was.
To On jest pięknem, które tak was pociąga. To On wzbudza
w was pragnienie radykalności, które nie pozwala wam iść na
kompromisy. To On pobudza was do zrzucania masek, które czynią życie
fałszywym. To On czyta wam w sercach decyzje najbardziej
autentyczne, które inne chcieliby przytłumić. To Jezus wzbudza
w was pragnienie, byście uczynili ze swojego życia coś wielkiego.
Budzi w was wolę pójścia za ideałem. Skłania do tego, byście nie
dali się pochłonąć przeciętności. Wzbudza odwagę pokornego
i wytrwałego zaangażowania, by ulepszać samych siebie
i społeczeństwo, czyniąc je bardziej ludzkim i braterskim.
Drodzy młodzi! W tych szlachetnych zadaniach nie jesteście sami.
Z wami są wasze rodziny, są wasze wspólnoty, są wasi księża
i wychowawcy, jest tylu z was, którzy w ukryciu nie przestają kochać
Chrystusa i w Niego wierzyć. W walce z grzechem nie jesteście sami:
tylu takich jak wy walczy i dzięki łasce Bożej zwycięża!
Drodzy przyjaciele! Widzę w was "stróżów poranka" o świcie tego
trzeciego tysiąclecia. W pierwszej połowie gasnącego teraz wieku
młodzi tacy jak wy zwoływani byli na zgromadzenia, by uczyć się
nienawidzić. Wysyłano ich, by walczyli jedni przeciw drugim.
Różne świeckie mesjanizmy, które usiłowały zastąpić nadzieję
chrześcijańską, okazały się potem prawdziwymi piekłami.
Dziś przybyliście tutaj, by potwierdzić, że w nowym stuleciu nie
dacie się użyć jako narzędzia przemocy i zniszczenia. Bronić
będziecie pokoju, płacąc za to własnym życiem, jeśli będzie trzeba.
Nie pogodzicie się ze światem, w którym inne istoty ludzkie umierają
z głodu, pozostają analfabetami, nie mają pracy. Będziecie bronić
życia w każdej chwili jego ziemskiego rozwoju. Będziecie się starali
ze wszystkich sił czynić tę ziemię coraz bardziej nadającą się do
zamieszkiwania dla wszystkich.
Droga młodzieży rozpoczynającego się stulecia! Mówiąc "tak"
Chrystusowi, mówicie "tak" wszystkim swoim najszlachetniejszym
ideałom. Modlę się, aby On królował w waszych sercach oraz
w ludzkości nowego wieku i tysiąclecia. Nie lękajcie się Jemu
zawierzyć. On was poprowadzi, da wam siłę, byście szli za Nim
każdego dnia i w każdej sytuacji.
Najświętsza Maryja Dziewica, która mówiła "tak" Bogu przez całe
życie, święci Apostołowie Piotr i Paweł oraz wszyscy Święci
i Święte, którzy zaznaczyli się przez wieki na drodze Kościoła,
niech zachowują was zawsze w tym świętym postanowieniu!
Wam wszystkim i każdemu z was z osobna udzielam z serca mojego
błogosławieństwa.
Przemówienia Ojca Świętego
do
młodzieży zgromadzonej na polach lednickich
Lednica
1997
Drodzy Młodzi Przyjaciele!
Wszystkich Was obejmuję sercem i
pozdrawiam.
Stoicie na Polach Lednickich, jakby u
źródeł chrzcielnych Polski. Pragniecie wziąć w swoje ręce całą
spuściznę chrześcijańskiej tradycji Ojców, aby nieść ją dalej w
Trzecie Tysiąclecie!
W symbolicznym geście przejdziecie
przez bramę w kształcie ryby, pamiętając o słowach Chrystusa: "Ja
jestem bramą, jeżeli ktoś wejdzie przeze mnie będzie zbawiony."
Nie lękajcie się iść w przyszłość
przez Bramę, którą jest Chrystus. Wierzcie Jego słowom, wierzcie
Jego miłości. W Nim jest nasze zbawienie.
Zanieście przyszłym pokoleniom
świadectwo wiary, nadziei
i miłości. Bądźcie wytrwali. Nie wystarczy przekroczyć próg.
Trzeba iść w głąb!
Chrystus jest bramą, ale jest też
drogą. Drogą, Prawdą i Życiem. Idźcie wiernie drogą Chrystusa w nowe
czasy. Jezus Chrystus wczoraj, dziś i na wieki.
Z serca Wam błogosławię. W imię Ojca i
Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Jan Paweł II
Lednica 1998
Dziś w uroczystość Zesłania Ducha
Świętego, jednoczę się
w myślach i modlitwie z Księdzem Arcybiskupem, Biskupami
i Kapłanami i z Wami, drodzy młodzi - dziewczęta i chłopcy,
którzy zgromadziliście się wpierw u źródeł chrzcielnych Polski -
na Lednickich Polach, a potem u stóp jej pierwszego apostoła -
świętego Wojciecha.
Każdą i każdego z Was obejmuję sercem i pozdrawiam.
Wracajcie do miejsc związanych z
chrztem Polski, aby odnawiać
i zacieśniać tę wieź z Chrystusem, która w życiu każdego i każdej
z Was została zadzierzgnięta w mocy Ducha Świętego podczas Chrztu
świętego. Przychodzicie tu we wspomnienie Pięćdziesiątnicy, niejako
powracając do pierwszego wylania Ducha w Wieczerniku i do tego,
które dokonało się w waszym życiu dzięki sakramentowi Bierzmowania.
Trzeba do tych momentów stale wracać. Trzeba na nowo sięgać po ich
owoce, aby pojąć i wypełnić zapowiedź Chrystusa: "Gdy Duch Święty
zstąpi na was otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami'' (Dz
1,8).
Gdy w czerwcu ubiegłego roku
przechodziliście przez bramę trzeciego tysiąclecia, mówiłem do Was:
"Nie lękajcie się iść
w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus! Wierzcie Jego
słowom!". Dziś pragnę uzupełnić to wezwanie zapewnieniem:
na drodze, którą jest Chrystus, nie jesteście nigdy sami. Jest z
wami Duch Święty Pocieszyciel. Nie lękajcie się wezwań, jakie stawia
przed wami świat. Przyjmijcie Ducha Świętego. "On was wszystkiego
nauczy" (J 16,13). Tylko w mocy Ducha możecie być autentycznymi
świadkami zbawienia - solą dla ziemi i Światłem dla świata.
Na trud i radość niesienia świadectwa
o Chrystusie w nowe tysiąclecie z serca Wam błogosławię: W imię Ojca
i Syna, i Ducha Świętego.
Jan Paweł II Papież
Watykan 30 maja 1998
Lednica 1999
Drodzy Młodzi Przyjaciele!
W myślach i w modlitwie jestem dziś z
Wami na Polach Lednickich. Pragnę z miłością objąć każdego i każdą z
Was. W duchu po raz trzeci przechodzę z Wami przez Bramę
Tysiąclecia, ufając Bogu,
że pozwoli nam już wkrótce wspólnie przekroczyć ten próg czasu,
który wyznacza dwadzieścia wieków od przyjścia na świat Syna Bożego.
Przed dwoma laty zachęcałem Was : "Nie
lękajcie się iść
w przyszłość przez Bramę, którą jest Chrystus! Bądźcie wytrwali. Nie
wystarczy przekroczyć próg, trzeba iść w głąb".
Rok temu zapewniałem: "Na drodze,
którą jest Chrystus,
nie jesteście nigdy sami. Jest z Wami Duch Święty Pocieszyciel".
Dziś pragnę Wam powiedzieć: Podnieście
głowy i zobaczcie cel waszej drogi. Jeśli idziecie z Chrystusem,
jeśli przewodzi Wam Duch Święty, to nie może być innego celu, jak
dom Ojca, który jest
w niebie. Tego celu nie można stracić z oczy. Tu już nie chodzi
tylko o trzecie tysiąclecie. Nie chodzi o ten czas, który przemija.
Tu chodzi o wieczność.
Podnieście głowy. Nie lękajcie się
patrzeć w wieczność. Tam czeka Ojciec, Bóg, który jest miłością. Dla
tej miłości warto żyć. Miejcie odwagę żyć dla miłości. Miejcie
odwagę! Niech wszelki lęk znajdzie ukojenie u Tego, do którego
wołamy "Abba Ojcze!"
Na nowe Tysiąclecie i drogę do Ojca z
serca Wam błogosławię.
W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Jan Paweł II
Lednica, 4 czerwca
1999
Lednica 2000
Drodzy Młodzi Przyjaciele!
Duchem jestem pośród Was,
którzy w Wigilię Pięćdziesiątnicy gromadzicie się nad brzegiem
Jeziora Lednickiego. Pragnę uczestniczyć w tym szczególnym
spotkaniu młodych w Roku Wielkiego Jubileuszu Odkupienia.
„Jezus wczoraj,
dziś, ten sam także na wieki”.
W Roku Jubileuszowym te słowa przemawiają bardziej niż
kiedykolwiek. W sposób szczególny odsłaniają tajemnicę
obecności Bożego Syna.
On wczoraj, to
jest XX wieków temu, za sprawą Ducha Świętego,
przyjął ciało z Dziewicy i stał się człowiekiem. Umarł
i zmartwychwstał dla naszego zbawienia. On dziś,
na przełomie tysiącleci, jest obecny w nas, we wspólnocie Kościoła.
A ta Jego obecność otwiera przed nami i przed wszystkimi
pokoleniami wierzących perspektywę, perspektywę życia
na wieki w domu Ojca.
Jeżeli dziś
pragniecie przyjąć Chrystusa Króla Wieków za swego
Pana, nie możecie zapomnieć o tej Jego stałej i wiecznej
obecności. Żyjcie w obecności Chrystusa. Uczyńcie Go Panem
każdej chwili. Każdej chwili waszej codzienności. Uczyńcie Go
Panem waszej przyszłości.
Chrystus mówi do
każdego i każdej z Was: „Nie wyście Mnie wybrali,
ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli
i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam
Ojciec, o cokolwiek Go prosić będziecie w imię moje” (J 15, 16).
Uwierzcie
Chrystusowi! Uwierzcie, że On pierwszy Was wybrał,
abyście ze swej strony mogli w sposób wolny dokonać wyboru.
Nie lękajcie się zawsze wybierać Chrystusa. Niech ten wybór
kształtuje waszą teraźniejszość i waszą przyszłość. Niech nadaje
kształt waszemu życiu, abyście przynosząc obfite owoce wiary,
nadziei i miłości stawali się coraz bardziej autentycznymi
świadkami odkupienia dla przyszłych pokoleń.
Wzrastajcie w
łasce i poznaniu Pana naszego i Zbawiciela,
Jezusa Chrystusa. Jemu chwała zarówno teraz, jak i za dnia
wieczności.
Z serca Wam
wszystkim błogosławię. W imię Ojca i Syna,
i Ducha Świętego. Amen.
Jan Paweł II, Papież
Lednica, 10
czerwca 2000
Lednica 2001
Drodzy młodzi Przyjaciele,
U początku nowego tysiąclecia, gdy
wciąż jeszcze radujemy się owocami Wielkiego Jubileuszu, ze
szczególną mocą docierają do nas słowa, które Pan Jezus skierował
kiedyś do Piotra; "Duc in altum!' - Wypłyń na głębię! To wezwanie,
wypowiedziane u brzegów Jeziora Galilejskiego, miało sens praktyczny
- była to propozycja, aby Piotr odbił od brzegu i mimo zniechęcenia
raz jeszcze zarzucił sieci. Równocześnie jednak miało ono głęboki
sens duchowy: było zachętą do wiary. Tak właśnie zrozumiał je Piotr
i zawierzył: "Panie, (...) na Twoje słowo zarzucę sieci" (Łk 5,5).
To zaś zawierzenie stało się fundamentem apostolskiej misji, jaką
Chrystus przekazał Piotrowi, mówiąc: "Nie bój się, odtąd ludzi
będziesz łowił" (Łk 5, 10)
"Duc in altum". Dziś te słowa kieruję
do każdego i każdej z Was: Wypłyń na głębię! Zawierz Chrystusowi,
pokonaj słabość
i zniechęcenie i na nowo wypłyń na głębię! Odkryj głębię własnego
ducha. Wnikaj w głębię świata. Przyjmij słowo Chrystusa, zaufaj Mu
i podejmij swą życiową misję. Ludzie nowego wieku oczekują Twojego
świadectwa. Nie lękaj się! Wypłyń na głębię - jest przy Tobie
Chrystus.
Sercem obejmuję każdego i każdą z Was.
Stale proszę Boga, ażeby prowadził Was przez życie w świetle i mocy
Ducha Świętego. Niech łaska Chrystusa zawsze Wam towarzyszy.
Z serca wszystkim błogosławię: W imię
Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Jan Paweł II
Lednica 2002
Drodzy młodzi przyjaciele,
Już po raz kolejny, wędrując w duchu
na Pola Lednickie, jednoczę się z Wami w myślach i w modlitwie.
Dziękuję Bogu za Wasz młodzieńczy zapał oraz gorące pragnienie
oddania siebie i własnej przyszłości Chrystusowi.
W tym roku przeżywacie na Lednicy wydarzenie Kany Galilejskiej.
O czym mówi to wydarzenie? Jego centrum stanowi oblubieńcza miłość,
która zjednoczyła nowożeńców. Miłość ta, potwierdzona przed Bogiem,
staje się fundamentem małżeńskiej jedności
i rodzinnej wspólnoty. Wesele w Kanie mówi także o społecznej
radości, jaką budzi widok szczęśliwego małżeństwa. Owszem zarysowuje
troski, jakie może, a nawet musi, przynieść codzienna rzeczywistość,
ale pokazuje, że dzięki wstawiennictwu Maryi
i działaniu Chrystusa Jej Syna troski tę mogą znaleźć takie
rozwiązanie, że staną się świadectwem Bożej łaskawości.
A wszystko to dzięki temu, że jak czytamy "zaproszono na to
wesele także Jezusa i jego uczniów (J 2,2)
Moi Drodzy! Jeżeli pragniecie, ażeby
tajemnica Kany Galilejskiej miała znaczenie również dla Was, by
łaska tamtego dnia trwała
w Was i wydawała owoce szczęścia - zaproście Jezusa!
Zaproście Go do Waszych serc, do
Waszych rodzin. Niech będzie pierwszym Gościem Waszych radości i
trosk. Co dnia Go zapraszajcie, co dnia Go zapraszajcie razem z
Maryją pod dach Waszego domu. Gdzie On gości, gdzie gości Jezus,
tam jest pokój i prawdziwe wesele! Zawierzcie Mu: On Was nie
opuści.
Jeszcze jedno zdanie, które musicie
zapamiętać. Są to słowa Matki Bożej, która tak mówi do sług
weselnych: cokolwiek wam rzecze to czyńcie. Ja to dzisiaj powtarzam
do Was: cokolwiek Wam rzecze On, Chrystus, to czyńcie - niech zawsze
On będzie z Wami. I Wy zostańcie Mu wierni na Lednicy, i na
wszystkich Lednicach Polski i świata!
Niech Was Błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
Jan Paweł II, Lednica 18 maja 2002
Lednica 2003
Drodzy Młodzi
Przyjaciele!
Po raz kolejny pielgrzymuję na Lednickie Pola. Jestem z Wami
w duchu i w modlitwie. Sercem obejmuję każdego i każdą z Was.
To coroczne czuwanie przy Bramie Trzeciego Tysiąclecia,
symbolizującej Chrystusa, wyznacza niejako kolejne etapy Waszego
podążania za Nim - naśladowania, które jest nieustanną drogą
wewnętrznego wzrastania. Bogu dziękuję za Waszą wierność na tej
drodze. Równocześnie modlę się gorąco, abyście nigdy nie utracili
świadomości i tego głębokiego poczucia, że na tej drodze nie
jesteście sami - że zawsze blisko jest Chrystus, Pan ludzkich
dziejów.
Towarzyszy Wam jako Oblubieniec, którego miłość nigdy nie słabnie.
Nawet ludzka słabość i niewierność nie jest w stanie osłabić jej
mocy. Czuwajcie, abyście mogli zaznać tej miłości. Czuwajcie,
abyście poznali ożywczy smak Jego miłosierdzia. Niech lampy Waszej
wiary, nadziei i miłości nigdy nie gasną. Niech będą światłem dla
świata.
Dziś doświadczacie w sposób szczególny prawdy, że zostaliście
wyposażeni w wielorakie dary i talenty. Nie przestawajcie za nie
dziękować Temu, który „hojnie darzy, łaską i chwałą. Nie odmawia
dobrodziejstw postępującym nienagannie” (Ps 84, 12). Odkrywajcie
w sobie te zdolności, cieszcie się nimi, i rozwijajcie je z Bożą
pomocą. Nieście je jako dary Ducha Świętego wszystkim, którzy
potrzebują Waszego miłosierdzia. Niech owocują w Waszych rodzinach,
szkołach, środowiskach. Gorąco wierzę, że dzięki temu wymagającemu
doświadczeniu zasłużycie na osąd Ewangelicznego Pana: „Dobrze, sługo
dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię
postawię” (Mt 25,21).
Na drogę rozwijania Bożych talentów w świetle łaski Chrystusa
i w mocy Ducha Świętego z serca Wam błogosławię.
W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
Jan Paweł II
Lednica 2004
Drodzy młodzi Przyjaciele
Chrystus pyta każdego i każdą z Was: "Czy
miłujesz...?"
Chrystus pyta: "Czy miłujesz Mnie...?"
Chrystus pyta: "Czy miłujesz Mnie bardziej?"
Wejdź w głębię swego młodego serca. Tam
znajdziesz odpowiedź.
Miłość jest w Tobie. To Boży dar.
A zatem patrz w przyszłość i nie bój się
powiedzieć Chrystusowi: tak.
Choć to miłość wymagająca, nie bój się kochać
Chrystusa.
On pierwszy nas umiłował... - umiłował do końca.
Jan Paweł II, papież |